środa, 10 stycznia 2018

Matko wstrzymaj się!


Przyznaję się bez bicia, że jak urodziłam Kingę było mi łatwiej. Miałam nie całe 21 lat, i jakoś bardziej na luzie podchodziłam do macierzyństwa. Grzałam z Kubą butelki na kaloryferze, które nawet nie wyparzyłam, bo przecież na to nie wpadłam, a jakoś internety nie huczały o tym intensywnie, więc nie widziałam takiej potrzeby. Różne rzeczy odwalałam, a moje starsze dziecko dobrze się ma. Nie biegałam z nią też co chwilę do lekarza, podawałam herbatki, a od trzeciego miesiąca słoiczki i żyje, nie jest nienormalna, czy chora.

Przy Michale jest inaczej. Ja jestem starsza, oczytana i głupsza w tym wszystkim. Bo od kiedy Niusiek się urodził ja dostaję dosłownie pierdolca. Bo syn za dużo/mało je, bo kichnął, bo się nie uśmiecha, nie reaguje na bodźce, bo coś tam sobie ubzdurałam. A ostatnio to chyba przeszłam samą siebie. Panicz wieczorem jak to wieczorem, ma instynkt samozachowawczy i je za czterech, a że do tego duży jest, to jak na dwumiesięczniaka je za ośmiu. I najadł się chłopina tego mleka dość sporo, postanowił zrobić turbo hipier drzemkę, bo fajnie spało się u mamy na rękach, ale już w łóżeczku to nie bardzo, więc po pięciu minutach już był chętny się bawić. I tak myśmy zjedli kolację, i trzeba było chłopaka wziąć do siebie, bo już mu się znudziło, wzięliśmy, raz bawiłam, go ja raz Kuba, i akurat gdy był na brzuchu u taty, leżał na pleckach, spojrzałam na niego. Bum! I sobie ubzdurałam, że coś nie halo u niego. No ja rozumiem, że Panicz jest mały, że tłuszczyk dziecięcy ma i to w nadmiarze, bo po prostu gruby jest, ale, jesu nigdy mu tak brzuch nie odstawał. To znaczy odstawał, ale nie aż tak. No wywaliło mu brzuch. Już w mojej głowie uroiło się, że na bank jest chory, no bo tak nie miał, a teraz ma!

Przez dziesięć minut trułam Kubie o tym, że coś jest nie tak. Ale przyszedł moment, w którym Kuba zmienił mu pozycję i go podniósł. Wielki bek który się wydobył z wnętrzności naszego dziecka spowodował to, że brzuch nagle zmalał. No eureka, przecież się najadł, nie odbił, to i go wzdęło. Ale ja matka wariatka hipochondryczka, uroiłam sobie, że na pewno coś mu jest.

I tak łapię się na tym, że jednak powinnam spasować. Wstrzymać się trochę, z swoja fantazją, bo zrobię sobie i im krzywdę. (To tyczy się także, Kingi i Kuby.) Idzie zwariować. A ja muszę po prostu się pilnować. Dlatego MATKO WSTRZYMAJ SIĘ! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz