czwartek, 21 grudnia 2017

Chustonoszenie - początki

Mamy wózek, jak to rodzice niemowlaka, tylko nasz wózek to jest ciężki jednak, mocno zastanawiam się nad tym, dlaczego nie pomyślałam, żeby sprawdzić wagę wózka, naprawdę nie wiem, ale jest jak jest, i faktem jest też to, że wózek plus Michał, plus zakupy, to jest dopiero coś! Coś ciężkiego niestety.

Już w ciąży planowałam kupić albo chustę, albo nosidełko. Po rozeznaniu w temacie, padło na chustę, bo niemowlaka można nosić, bo super, i w ogóle.

No to kupiłam. Padło na LennyLamb, najprostszą z możliwych czyli kółkową.
Przyszła. Po obejrzeniu godzin filmów na jutiubie sądziłam, że umiem. Otóż nie umiem. Próbowałam na wszelakie znane mi sposoby, które podpatrzyłam na filmach. Jak na sucho wychodziło, tak włożony w chustę Panicz po prostu nie był zadowolony. Jeszcze na pozycje żabki było ok, za to kołyska odpadała kompletnie.

Po kilku tygodniach, nie używania chusty, wkurzyłam się już konkretnie i zaciągnęłam męża do sklepu z nosidłami. Niedaleko  nas taki jest, i już, już bym nosidło kupiła gdyby nie to, że pani w sklepie okazała się być Doradzą Chustonoszenia z którą się po prostu umówiłam.

I tak poszłam na to spotkanie, i tak to się naumiałam, motać się z Paniczem w chustę.

Nie taki diabeł straszny jak go malują. :)

Ogarniam temat, ćwiczę, i wychodzę z Michałem w chuście. Panicz śpi, a ja jestem w stanie bez problemu pójść do sklepu. I tak odważyłam się, pójść, do księgarni, bo zakupiłam sobie kurteczkę "dla dwojga".

Omotałam się, i zrobił się problem, ja raczej z tych ciepłolubnych istot, i gdy nie założyłam swojej arafaty na szyję było mi zimno. A dodać jeszcze trzeba, że Panicz, dobrze był chroniony, ale padał śnieg mu na buzię i następnym razem muszę wziąć parasolkę. :)

Ogólnie stwierdzić muszę, że naprawdę nie jest to takie złe, jak się wydaje. Kwestia dobrego zaciągnięcia tej chusty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz