poniedziałek, 9 października 2017

Week plums #4

Poprzedni tydzień minął nam na leczeniu się z choroby. To znaczy leczyłam Kingę z choroby. Z kataru.

Zna ktoś skuteczny sposób na katar? Cały tydzień, dzień w dzień, 3 razy dziennie, robiłam jej inhalacje. Czy to coś dało? Sama już nie wiem.
do tego wszystkiego młoda jest oporna na smarkanie w chusteczkę, więc mocarna i niezniszczalna "frida" szła w ruch. Dla ludzi nie mających dzieci, coś nie do przebicia, na mnie już nie robi wrażenia. :) Uwierzcie mi na słowo, gorsze jest to, jak twoje dziecko wyciera nos w własny rękaw. Normalnie moja porażka wychowawcza. ;)

Co prawda, na wycieczkę do Wrocławia, pojechała, w czwartek. Ja za to miałam cały!! CAŁY dzień dla siebie. Wow! Nie pamiętam kiedy! I... spędziłam go w łóżku, no nie cały oczywiście, ale większość dnia. Potem zaczęłam się nudzić. No nie przyzwyczajona jestem.

Córuś wróciła zadowolona. Wydała 20zł na... biedronkę z Wrocławia. <3

Po za tym nic, absolutnie nic się nie działo, jak zwykle. Siedzimy i czekamy. A raczej chcemy przeczekać jeszcze ten tydzień w spokoju, niech Michaś nie waży się chcieć zobaczyć już ten świat. Jeszcze tydzień. Niech siedzi do środy 18.10! A najlepiej chwile dłużej. Ale nigdy nic nie wiadomo, dlatego siedzimy w domu, przez co generujemy masę awantur. Dawno nie było, musiało się coś zadziać. ;)

Miusik poprzedniego tydonia. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz