sobota, 5 listopada 2016

teksty rodzinne i inne takie - październik 2016




Za każdym razem gdy słyszę jak sąsiad kicha mam ochotę krzyknąć "na zdrowie!"
________________________________________________________________________________

Jesteśmy u Babci, moja Mama z Babcią gotują obiad.
Babcia: Nie za dużo tych kotletów, kurczaka jeszcze mamy.
Mama: Nie wiesz ile Karolina potrafi zjeść.

Dzięki Mamo. ;)
________________________________________________________________________________

Stoję przed lustrem, pindrzę się bo zaraz wychodzimy i mówię do męża:
- Muszę schudnąć.
Kuba lustrując mnie:
- No wypadało by.

YYYY
_________________________________________________________________________________

Odebrałam Kingę ze szkoły i ciągnę ją do sklepu. Wpadłam, wzięłam co potrzebuję i lecę do kasy, przede mną dwie osoby, jeden pani, pan i dodatkowo stoi  pani która usilnie stara się udowodnić pani na kasie, że ta winna jest jej 5 zł, stoi z długim rachunkiem i truje, i truje. Biedna kobietka, stara się jej pomóc ale widać, że błędu żadnego nie widz.
Nic by w tym dziwnego nie było, nic a nic, tylko, że ja jęczę, już, że to mój zły dzień, i chyba pan przede mną też tak pomyślał, bo stojąc dłuższy już czas, zwrócił wreszcie kłócącej się kobitce uwagę czy może sobie darować, bo zabiera czas, czasem cenny innym.
No to się zaczęło. Kobita, że no jak, to przecież to pięć zł, i że czy on jej da. Kwestią która mnie rozbawiło było to, że pan wypalił do niej:

- Tak dam pani te 5 zł, byle by pani już przestała jazgotać! 

Nie wytrzymałam, zaczęłam się śmiać, za to kobita się rozkręciła, i wywaliła do mnie  z pytaniem czy ja bym odpuściła.
Stwierdziłam tylko śmiejąc się nadal, że ja na takie pierdoły to czasu nie mam.
Pan prze de mną zdążył, mieć skasowane zakupy i tak moi mili DAŁ PANI 5zł. Uśmiechnął się do mnie i do pani na kasie, i wyszedł. Kłótliwa pani była w szoku, ale spasowała i też wyszła. A ja nadal z kasierką się śmiałam.
_________________________________________________________________________________

Przyszła do pokoju Kinga, trzyma w ręce balony i mówi płaczliwym tonem
- Mama, a wiesz, że jak będę miała 8 lat to będę musiała wyrzucić te balony?
Pytam dlaczego i patrzę na już prawie płaczące dziecko.
- No bo przeczytaj sobie.
No to czytam sobie, i czytam, że nie powinnam dawać ich Kindze teraz, bo dzieciom poniżej 8 lat, bo mogą się zadławić.
Pytam z uśmiechem Kingi by rozładować sytuację, czy czytała co jest napisane na etykiecie od balonów.
K: - Tak czytałam.
Ja: - No i co zrozumiałaś?
K: - Nic nie zrozumiałam, ale czytałam.

Ehem...
_______________________________________________________________________________

Idę wesoło do Biedry, wydać ciężko zarobioną wypłatę. Idę wesołym krokiem, bo kto by się nie cieszył.

Stoję, czekam do bankomatu i "patrzam" z Bierdy wychodzi kobitka, albo pan ubrany w strój KRÓLIKA WIELKANOCNEGO! No serio? Życie tak bardzo. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz