piątek, 23 marca 2018

Czarny piątek... biały piątek... Wielki podział.

Ok, nie jestem fanką aborcji, ale jeszcze większą nie fanką jestem tego jak ktoś, kto ma za przeproszeniem huja między nogami i chodzi w kiecce rządzi się moją cipką.

Nie jestem także, za podziałami. Od tak po prostu. Ja nie jestem zwolenniczką, podziałów. Lubię mieć wybór. Skoro moje ciało jest moje, to nie jestem w stanie, zrozumieć dlaczego ktokolwiek ma się nim rządzić.

Tyczy się to każdej sfery życia.

Bo chcę żyć w wolnym kraju. Chce mieć wybór. Nie chce cierpieć. Ale nie mój piękny kraj mnie chce zmusić, że mam rodzić martwe płody w imię czego? Fantazji kleru?

Temat rzeka. I chyba nie chciałam się aż tak żołądkować.

Czytam dzisiaj komentarze, na temat tego, że czarny piątek i solidarnie każda kobita na czarno, powinna się ubrać, wziąc wieszak, parasol i lecieć pod sejm.

Z drugiej strony czytam, że biały piątek, że ochrona życia poczętego.

I powiem jedno srele morele, bo to naprawdę nie chodzi o to, czy te płody czują, czy nie. Czy jak się je skrobie to wołają "mamusi, tatusiu nie rób tego". Tu chodzi tylko o to, że to przestaje być zabawne, to co robi z naszymi ciałami rząd, kler! KLER!!!!

Kurwa, kler!

I nie pojmuję, tego jak kobiety mogą nie stanąć za sobą, że muszą się dzielić na takie z bielą i czernią. Jak same sobie możemy narzucać.

Bo jesteśmy różne, różne mamy zdanie, ale to, że któraś poszła sie wyskrobać, to co komu do tego? Jej, życie, jej macica, jej sprawa.

Zostawiłaś płód bez mózgu? Też super. Twoja wola. Twoja macica, Twoje życie.

Ale nie, jeśli jesteś czarna, zaraz te białe zagryzą cię bo MORDUJESZ dziecko! I z drugiej strony jeb, łopatą od czarnej na białą, że karzą rodzić potwory.

Naprawdę ciężko mi w to uwierzyć.

Ja dziś jestem #czarnypiątek i nie nie dlatego, że popieram aborcję, ale dlatego, że rok tem gdybym usłyszała, od lekarza, "pani dziecko nie ma mózgu", nie zdecydowała bym się urodzić. Za duże cierpienie dla mnie (tak dla mnie, jestem człowiekem, kobietą), i dla tego dziecka które faktycznie w którymś momencie dzieckiem się staje i czuje... Cierpienie.

Eh to tyle.

poniedziałek, 19 marca 2018

Materiałowy papier czyli burza w świecie eco

Tekst jak to u mnie bywa, może być obrzydliwy, jeśli jesteś wrażliwy/wa to daruj sobie czytanie, a już tym bardziej hejt. Jak by co krzyżyk i po sprawie. 


Nie jestem jakiś eco świrem, ale nie powiem bym nie miała odskoków i nie uskuteczniała działań tego typu. Z czystej ciekawości i chęci dołączyłam na fesbuniu do pewnej grupy wtajemniczenia czyli ZERO WSTE. Grupa polska oczywiście, bo leń jestem i nie chce mi się tłumaczyć z angielskiego na nasze, ale ja nie o tym chcicałam.

Czytam sobie posty, coś tam skomentuje. Od czasu do czasu ludzie wstawią coś co mnie zaciekawi. No i tym razem też tak było.
Ale żeby konkretnie naświetlić sprawę, to muszę napisać, że papieru toaletowego to ja zużywam tony. Naprawdę. Chodzę, do toalety średnio co pół godziny. Wiadomo, czymś się podetrzeć trzeba, i do tego najczęściej służy papier.

Spoko, papier ekologiczna rzecz, ale robiona z drzew. Wiem, wiem można kupić z recykingu. Ja się zgadzam i na pewno wprowadzę, w życie, tylko, że nadal pewnie będę żływać go tony.

Tak się akurat złożyło, że po urodzeniu drugiego dziecka, tak mnie nie zbyt fajnie pozszywali, że jedynym ratunkiem, aby normalnie, mówięc kolokwialnie podetrzeć się, była woda, plus osuszanie delikatnym ręcznikiem.

Po pewnym czasie z tego zrezygnowałam, ale papier nadal szedł w ilościach zbyt dużych.
Aż do pewnego mementu.

Na grupie ktoś wstawił taki tekst: https://9gag.com/gag/abMY2Wp?ref=fbp

Śmiałam się do męża, że papier dla mnie idealny. A wiecie dlaczego? Bo ja od dłuższego czasu nie używam w domu papieru. Do tego celu mam osobny ręcznik, a do większych spraw dodoatkowo, kubek woda i mydło.

Działa rewelacyjnie. Żadnych, podrażnień, uczucień, i do tego oszczędność w moim przypadku.

Ale wracając do burzy pod postem na fesiuniu. Napiałam to co wyżej, że dla mnie to nic dziwnego, nie normalnego, sama używam, i da się. I tu się zaczęło. Ale jak to? A nie śmierdzą? Przecież, codzienne pranie nie jest zero waste itp itd.

Oczywiście zawiodło czytanie ze zrozumieniem, bo ja nie napisałam nigdzie, że piorę codziennie, napisałam, że spokojnie czekam, na cały wkład w pralce, co przy ośmiolatce, i niemowlaku nie jest trudne.

I nie, nie śmierdzi.
Nie, nie pierze się gówno, jak to ktoś ładnie ujął, bo naprawdę woda i mydło plus ręcznik załatwia całą sprawę.
Nie, ręce też nie śmierdzą.

I naprawdę, szanuje różne poglądy, ale najbardziej w tym wszystkim bawi mnie to, że różne takowe teksty pisali ludzie który, chcą być pro eco, pro zero waste. Nie przeszkadza im, gotowanie zupy z resztek, robienie własnego mydła i kompostownik w chałupie, ale problemem jest użycie ręcznika do tyłka, zamiast papieru.

I weź tu bądź wyrozumiały. Ja nie zanegowałam, używania papieru, naprawdę fajnie, że coś takiego istnieje, nikogo też przekonywać nie będę do mojej opcji, bo to moja opcja. Mój wybór.

Także, popularnie mówiąc idąc na jedyneczkę, do toalety, można podetrzeć się ręczniczkiem, a na grubszą sprawę, dodatkowo dodać wodę i mydło. I szczerze? Czyściej niż, z papierem. :)

wtorek, 16 stycznia 2018

Teksty rodzinne - czyli humoreski czas :)

Mąż na zajęciach z BHP, na pytanie co w domu mają najbardziej ergonomicznego wypalił
- ŻONĘ!
_______________________________________________________________________________

Kinga się bawi i pyta czy chcemy być w "klubie pierścionka". Na co tata jej odpowiada:
- Ja już jestem w klubie pierścionka od 8 lat... (tak, tak 8 lat po ślubie ze mną jest)
________________________________________________________________________________

A teraz, uwaga! Siedzicie? Nie? To usiądźcie!

"Ja w Ciebie ślepakami 9 miesięcy temu nie strzelałem. Obyś Ty we mnie też ostrą amunicją pojechała."
________________________________________________________________________________

Kinga patrzy na wystawę ubrań ludowych. Patrzy i patrzy i nagle wypala:
"tata zobacz, wystawa namiotów!"
 ________________________________________________________________________________ 

Kinga wyciąga nową paczkę kabanosów, wyciąga z niej jednego kabanosa i mówi:
- Jaki on długi, jaki on gruby!!

Myślałam, że się zakrztuszę ze śmiechu, albo posikam. :)