piątek, 23 czerwca 2017

Wakacje!


NARESZCIE! Są! Tak to one!
Wakacje!

Czekałam na nie całe 10 miesięcy! A teraz pod koniec było dosłownie jak z ciążą. Miałam po kokardy już wstawania o 7 i robienia mechanicznego śniadania, znaczy się płatków z mlekiem. Szykowania ubrań i poganiania.

- Kinga no pośpiesz się proszę.

A moje dziecko z tych po tatusiu, że czym bardziej nalegasz i pośpieszasz, to, to wolniej robi. Więc, darłam ryja już od rana, by się pośpieszyło, ubrało, zjadło, umyło facjatę i wylazło ze mną do szkoły.

Druga sprawa, że do szkoły wolnym krokiem mamy 15 minut. PIĘTNAŚCIE, znienawidzonych przez ze mnie minut. Gdzie po drodze, do szkoły, znów poganiałam, bo jakimś ludzkim tempem musimy przecież iść, a nie się wlec. A no i nasłuchałam się, jak to jej ciężko na duszy, bo musi iść, bo ją boli jakaś część ciała najczęściej paluszek i brzuszek, a no i że, zimno głodno i w ogóle armagedon.

W między czasie zapragnęła się przytulić. Dziecku odmówisz?
I tak, jakoś docierałyśmy do przybytku edukacji, gdzie moje dziecko walczy z czasem i buty przebiera przez pół godziny. Przebrała się, poszła z bólem serca, robiąc po drodze, serduszka, przytulanka, i inne rzeczy które na raz są fajne, po tysiącu już męczą.

Ok, zaprowadziłam do przybytku to i muszę przyprowadzić. No to idę. Idę tempem żółwia, nie ślimaka, albo nie, skrzyżowania tych dwóch z leniwcem. Tak mi się nie chce, i choć tempo mam wolne, to docieram 15 minut przed czasem. Siadam na krzesełku, i czekam. Sikać mi się chce, ale czekam uparcie na pociechę. Wszystkie dzieciaki już wyszły? Spoko, poczekam.
Idzie wolnym, po ojcu krokiem. Daje mi plecak, i czekam znów pół godziny bo tyle zmienia buty, przecież mieszkamy na Syberii i ma do założenia kożuch i inne takowe. A tak serio to tylko Łódź i aktualnie mamy lato, do zmiany  są tylko BUTY! A ostatnio i tego nie zmienia, bo sucho a i tak to wszystko długo trwa.

Wróciłyśmy! JEEEAHHH. Nareszcie. Spokój, cisza, odpoczynek!
No jasne....

- Mamo głodna jestem, co na obiad?
- Mogę później posprzątać?
- Ale nie mam nic zadane.

Trzy godziny później okazuje się, że obiadu nie zjadła, bo jej nie smakował, nie posprzątała, a zadane miała 5 stron.

Marzę o tym by Kuba wrócił i ją przejął, ale nic z tego Kinga nadal dręczy i męczy mnie :D. Taki los matki.

O wakacjach marzyłam właśnie od lutego, a teraz po prostu było apogeum.
Odliczałam dni, godziny, MINUTY, do wakacji.

Ale teraz już są!
Teraz to się zacznie, spokój, cisza. Spanie do 10 minimum.

Chyba.... 

środa, 21 czerwca 2017

teksty rodzinne

Wiecie, mam 10 letni staż z swoim lubym, różne smsy się do siebie wysyła, i ostatnio wysłałam takiego:

- Masło kup!!!!

Dostałam odpowiedź:

- Yes, my beautiful lady!

To się nazywa miłość. 
_________________________________________________________________________________

Kinga dzwoni do rodziców Zu, pomijając pytania o to czy Zu wyjdzie, pyta:

- A w ogóle dlaczego wy macie wyłączony domofon?
_________________________________________________________________________________

K  - Tata idziemy jutro do szkoły?
- Tak.
K - A jak będę się źle czuła?
- A zamierzasz?
K - Tak, planuję. 

piątek, 9 czerwca 2017

Kobo 205 i 211



Mimo, że staram się usilnie nie kupować już cieni, to jednak po te jedne cienie ruszyłam swój tyłek aż do Sukcesji. W sumie to ruszyłam tyłek po jeden z nich ale wyszłam z dwoma i jestem całkiem zadowolona.

Nie, nie całkiem, tylko totalnie zadowolona, bo jeden z nich jest totalnie bezbłędnie fantastyczny, a drugi wzięłam, bo mam słabość do niebieskiego.

Piszę tutaj o cieniach Kobo. Posiadam już trzy cienie tej firmy. Właściwie wsady do palety magnetycznej. Doszły dwa.
Numerki 205 i 211.

205 - Piękny różowy opalizujący na złoto.
211 - To jest za to błękit. 

Uwielbiam te cienie, za pigmentacje, za konsystencję bo, mi się nie osypują.
Chciałam Wam zrobić swache i zrobiłam je, ale wyszło co wyszło i nie jestem zadowolona. :( Cienie są mocniejsze niż na zdjęciu.


Cienie kupicie w drogeriach Natura.